Jak Bóg zmienił moje życie — świadectwo nawrócenia
Przez lata żyłam z dala od Boga, przekonana, że wiara to coś dla słabych. Pewnej nocy wszystko się zmieniło. Dziś dzielę się tym…
Odszedłem z Kościoła w wieku 18 lat — z przekonaniem, że to racjonalna decyzja. Przez 20 lat byłem pewny, że mam rację. Potem zdarzyło się coś, czego nie umiałem wyjaśnić.
Miałem 18 lat i byłem przekonany, że wiara to infantylizm. Czytałem filozofów, byłem zafascynowany nauką. Kościół kojarzył mi się z hipokryzją, skandalami, regułami bez sensu. Odszedłem z ulgą.
Przez dwadzieścia lat żyłem dobrze. Praca, rodzina, sukcesy. Nie czułem żadnej pustki — albo nauczyłem się jej nie czuć.
Wszystko zmieniły narodziny córki. Patrzyłem na to małe, doskonałe stworzenie i po raz pierwszy w życiu poczułem coś, co jedynym słowem mogę nazwać: świętość. Że to nie jest przypadkowy wynik ewolucji. Że patrzę na cud.
Nie umiałem tego logicznie wytłumaczyć. I po raz pierwszy nie chciałem tego tłumaczyć. Chciałem pokłonić się.
Nie poszedłem od razu do kościoła. Zacząłem czytać — tym razem bez uprzedzeń. Chesterton, C.S. Lewis, Benedykt XVI. Odkrywałem, że chrześcijaństwo intelektualnie mnie podcina. Że odpowiedzi, których szukałem, są tam — tylko nigdy nie szukałem ich uczciwie.
„Stworzyłeś nas dla siebie i niespokojne jest serce nasze, dopóki nie spocznie w Tobie." — Augustyn z Hippony
Klęczałem w konfesjonale z listą, którą pisałem przez tydzień. Ksiądz wysłuchał cierpliwie. Powiedział: „Syn marnotrawny wrócił do domu." I ja, czterdziestoletni mężczyzna, płakałem jak dziecko. Ale to był płacz ulgi.
Bądź pierwszą osobą, która skomentuje ten artykuł.
Przez lata żyłam z dala od Boga, przekonana, że wiara to coś dla słabych. Pewnej nocy wszystko się zmieniło. Dziś dzielę się tym…
Trzy lata spędzone wśród ludu Maasai w Kenii zmieniły moje rozumienie Ewangelii. Oni nauczyli mnie, czym jest prostota wiary i radość z…
Straciłam córkę w ósmym miesiącu ciąży. To był najtrudniejszy moment mojego życia. Wiele osób pyta: jak można wierzyć po takiej stracie?…