Przejdź do treści

Od ateizmu do wiary — moja droga do Boga przez filozofię

Byłem przekonanym ateistą z wykształceniem filozoficznym. Argumenty za Bogiem wydawały mi się naiwne. Potem trafiłem na Tomasza z Akwinu — i mój świat się przewrócił.

BT
br. Tomasz Nowak
8 min czytania
137
Zdjęcie: Od ateizmu do wiary — moja droga do Boga przez filozofię

Ateizm z przekonania

Studiowałem filozofię z jednym celem: rozbroić argumenty za Bogiem. Czytałem Russella, Dawkinsa, Nietzschego. Byłem pewny, że każdy, kto wierzy, albo nie myślał wystarczająco głęboko, albo boi się śmierci.

Wiara była dla mnie protezą słabego umysłu.

Tomasz z Akwinu rozbił moje założenia

Na trzecim roku musiałem przeczytać „Sumę teologiczną" jako lekturę obowiązkową. Czytałem z ironią. Ale po kilku dniach ironia zaczęła ustępować niepokojowi. Tomasz nie argumentował jak słaby apologeta. Argumentował jak ktoś, kto naprawdę myślał.

Pięć dróg do Boga — szczególnie argument z celowości i argument z istnienia koniecznego — zawieszały mi oddech. Nie dlatego, że były „przekonywające" w popularnym sensie. Ale dlatego, że pokazywały, że pytanie o Boga jest poważne filozoficznie.

„Wiara szuka rozumu, rozum szuka wiary." — Jan Paweł II

Moment przełomu

Nie było jednej chwili. Był stopniowy proces — rok czytania, rozmów, nocnych przemyśleń. Aż pewnej nocy siedziałem nad kawą i zdałem sobie sprawę: nie wierzę już, że Bóg nie istnieje. I to było przerażające i wyzwalające jednocześnie.

Wiara filozofa

Dziś wierzę — i dalej filozofuję. Wiara nie uśpiła mojego rozumu. Przeciwnie: dała mu więcej pytań i więcej materiału niż ateizm kiedykolwiek mógł. Bóg jest nieskończony. Zrozumienie Go zajmie wieczność. I to mi właśnie odpowiada.

Udostępnij:

Komentarze (0)

Bądź pierwszą osobą, która skomentuje ten artykuł.

Dodaj komentarz

Komentarze są moderowane. Prosimy o kulturalną i budującą dyskusję.

Podobne artykuły