Przejdź do treści

Uzależnienie i wiara — jak Bóg wyciągnął mnie z alkoholizmu

Przez 12 lat piłem. Straciłem rodzinę, pracę, zdrowie. Na dnie — w izbie wytrzeźwień — pierwszy raz w życiu naprawdę się pomodliłem. To był początek.

MK
Marta Kowalska
9 min czytania
88
Zdjęcie: Uzależnienie i wiara — jak Bóg wyciągnął mnie z alkoholizmu

Dno ma dno

Pijałem od dwudziestego roku życia. Z umiarem, potem mniej z umiarem, potem w ogóle bez umiaru. Żona odeszła z dziećmi, gdy miałem 34 lata. Pracę straciłem rok później. Mieszkałem kątem u brata, który na mnie patrzył jak na żywy wstyd.

W izbie wytrzeźwień, gdzie trafiłem po raz dziesiąty, leżałem na pryczy i myślałem: to koniec. Nie w sensie dramatycznym. Po prostu — już nie ma po co.

Modlitwa z dna

Nie wiem, skąd to przyszło. Nie byłem człowiekiem wiary. Ale w tamtej chwili powiedziałem na głos, do sufitu: „Jeśli jesteś, pomóż mi. Bo ja sam już nie mogę."

Nic się nie wydarzyło. Nie było głosu, nie było światła. Ale nazajutrz rano zadzwoniłem do Anonimowych Alkoholików po raz pierwszy z zamiarem, żeby naprawdę spróbować.

„Bóg jest wierny i nie dozwoli was kusić ponad to, co możecie znieść." — 1 Kor 10,13

Wspólnota jako narzędzie Boga

W AA spotkałem Marka — trzeźwego od 15 lat, katolika, człowieka o spokojnych oczach. Nie nawracał mnie. Po prostu był. I w jego spokoju widziałem coś, czego chciałem.

Do kościoła wróciłem rok po trzeźwości. Nie przez argument intelektualny — przez doświadczenie, że kiedy prosiłem o pomoc, ktoś odpowiedział.

Dziś — 8 lat trzeźwości

Córka wróciła do mojego życia. Nie jest idealnie — zbyt wiele zostało zepsutego. Ale jest. I każdy dzień trzeźwości zaczynam od tych samych słów: „Dziękuję. Sam bym nie dał rady."

Udostępnij:

Komentarze (0)

Bądź pierwszą osobą, która skomentuje ten artykuł.

Dodaj komentarz

Komentarze są moderowane. Prosimy o kulturalną i budującą dyskusję.

Podobne artykuły